Przeglądaj wg kategorii

Uczą nas tylko tego, co faktycznie przyda się do pracy

Rozmowa z Kacprem Góreckim, uczestnikiem programu „Główka pracuje – Cleveres Köpfchen”.

 

uczestnik-programu-glowka-pracuj-kacper-goreckiIzolator, monter izolacji termicznej… od 9 miesięcy uczysz się tego zawodu. Skąd taka decyzja?
– Na początku chciałem rozpocząć naukę jako elektryk, bo takie skończyłem technikum w Polsce. Ale gdy dowiedziałem się, że firma Isolierungen Leipzig oferuje korzystniejsze warunki nauki, zdecydowałem się na izolatora.

 

Pamiętam, że dołączyłeś do programu w ostatniej chwili.
– Tak. Rozmowę kwalifikacyjną miałem 16 czerwca, czyli w dniu uroczystości podpisania umów. I dopiero wtedy po raz pierwszy spotkałem się ze swoim szefem.

 

W ofercie nauki firma informuje, że część prac będzie odbywać się na wysokości. Jak to wygląda?
– Nie pracujemy nigdy na linach. Gdy obudowujemy jakiś zbiornik, to wokół niego są rozstawiane rusztowania. Nieraz naprawdę wysokie – nawet do 30 metrów, ale wszystko jest bardzo dobrze zabezpieczone. Żeby z takiego rusztowania spaść, to by trzeba mieć talent. Wcześniej nigdy nie byłem na takich wysokościach, więc na początku robiło to na mnie wrażenie, ale teraz to już nie zwracam uwagi.

 

Nie uczymy się niepotrzebnych rzeczy

 

Jak wyglądały pierwsze miesiące nauki?
– Kilka dni po podpisaniu umowy rozpocząłem 3 tygodniową praktykę w firmie. Razem z innymi uczniami dostałem ubrania robocze, zorganizowano nam szkolenie dotyczące szczegółów pracy i zasad bezpieczeństwa. Później mieliśmy zajęcia z majstrem. Robiliśmy proste prace, zakładaliśmy nasze pierwsze izolacje. To było takie przygotowanie i zapoznanie z zawodem, żeby wiedzieć o co chodzi.

 

Czego uczysz się w szkole?
– Mamy m.in. informatykę, materiałoznawstwo oraz technologię wytwarzania materiałów izolacyjnych. Na rysunku technicznym rysujemy element izolacji, a później na zajęciach praktycznych wykonujemy go z blachy. W tym zawodzie ważna jest precyzja. Tego właśnie się uczymy.
Mam też matematykę. Ale tu nie jest tak, jak w Polsce. Zdziwiło mnie, że uczymy się tylko tego, co jest faktycznie potrzebne do zawodu. Nie mamy żadnych dodatkowych, skomplikowanych zagadnień, których później nie będzie okazji wykorzystać. Na przykład dostajemy zadanie, gdzie jest podany zbiornik i grubość izolacji, a my mamy obliczyć objętość tej izolacji. To mi się bardzo spodobało. Że nie uczymy się takich niepotrzebnych rzeczy, a zadania są skonstruowane konkretnie pod ten zawód.

 

Czy wiedza z technikum elektronicznego przydaje się teraz?
– Tak, nawet bardzo. Dla mnie technologia czy materiałoznawstwo, to nic nowego. Bo mimo, że w innym zawodzie, to jednak już wiedziałem o co chodzi. Matematyka jest na razie na poziomie około drugiej klasy polskiego gimnazjum. Także jeśli ktoś skończył technikum w Polsce, a jeszcze dodatkowo ma maturę, to przez pierwsze dwa lata nauki raczej nie powinien mieć tu żadnych problemów. Nie wiem jak będzie w trzeciej klasie, ale na razie nie jest źle.

 

Jak oceniasz poziom trudności nauki?
– Poziom trudności bardziej zależy od tego, jak dobrze się zna język. Jeśli ktoś zna niemiecki na poziomie B1, to na pewno da radę. Ale musi sobie sam przyswoić słówka techniczne. Polecam, żeby mieć osobny zeszyt i tam zapisywać branżowe słownictwo.
Ja na początku miałem z tym problemy, dlatego to jest bardzo ważne żeby je na bieżąco uzupełniać i jak najczęściej powtarzać. Gdy te słówka się opanuje, to później łatwiej jest z nauką na sprawdzian itd.


2 tysiące słów to za mało

 

Jakie jest podejście nauczycieli do Polaków? Czy możecie korzystać ze słownika?
– Można mieć na ławce telefon, żeby tłumaczyć sobie słówka, ale trzeba wcześniej powiedzieć o tym nauczycielowi. Na szczęście nie mają takiego podejścia, że skoro większość uczniów w klasie to Niemcy, to ja muszę dostosować się do poziomu. Gdy mówiłem nauczycielom, że jestem krótko w Niemczech to szanowali to, mówili wolniej, pytali czy wszystko jest zrozumiałe albo czy coś powtórzyć.

 

Jak oceniasz swoje postępy w nauce języka?
–Myślę, że przez te 8 miesięcy nauczyłem się tyle co w Polsce przez półtora roku. Tutaj uczę się znacznie więcej i szybciej. W Polsce uczyłem się godzinę, półtorej codziennie a mimo to postępy przychodziły znacznie wolniej.

 

Tak intensywnie sam uczyłeś się języka w Polsce?!
– Zaczęło się od tego, że chciałem pracować jako elektryk w firmie w Niemczech, która zajmuje się montażem turbin wiatrowych. Wiedziałem, że muszę nauczyć się niemieckiego.

 

Teraz jeszcze zdarza Ci się włączyć radio lub telewizję, żeby dalej osłuchiwać się z językiem, czy to co w szkole i pracy wystarczy?
– Zależy jaki jest dzień. Czasem z nudów włączam telewizję. Nieraz oglądam film i tylko kilka słówek sobie wypiszę w zeszycie. To mi już weszło w nawyk, że jak jakiegoś słówka nie rozumiem, to sobie zapisuję. Ale nie powiem, na początku nauka była męcząca. Tyle słówek się nauczyć.

 

Jak to? Przecież znałeś już język na poziomie komunikatywnym. I mimo to były problemy?
– Jeżeli chodzi o np. załatwienie mieszkania, czy inne takie typowe sprawy, to z tym problemu nie miałem. Ale w trakcie praktyk w firmie, gdy niemieccy pracownicy i nasz opiekun mówili swobodnie, w swoim tempie, to nie wszystko rozumiałem. I tak było przez pierwsze 4 miesiące. Po tym czasie już fajnie wychodziło i widzę postęp.

 

Ale uczysz się dalej języka?
– Zdecydowanie. Mówi się, że wystarczy się nauczyć 1 – 2 tysięcy słów, bo tyle się przeciętnie dziennie używa. Moim zdaniem to nie wystarczy. Mam wrażenie, że używa się znacznie więcej. Nadal każdego dnia wyłapuję kilka nowych słówek. Również takich, których nie można znaleźć w słowniku, tylko trzeba gdzieś głębiej poszukać.

 

Czy było coś co Cię zdziwiło po przyjeździe do Niemiec?
– Wcześniej nie miałem styczności z młodymi Niemcami, więc szybko okazało się, że ich język bardzo się różni od tego, czego uczyłem się w Polsce. 20-latkowie mówią szybciej, skracają słowa, nie zwracają aż tak uwagi na konstrukcje gramatyczne i czasem trudno zrozumieć co mówią. Ale po kliku miesiącach, chociaż nadal nie znałem wszystkich słów, to dużo rozumiałem. Najgorsze są 3, 4 pierwsze miesiące. Jednak gdy ktoś jest uparty i ma samozaparcie, to sobie poradzi.

 

 

Trzeba się postarać, żeby nie starczyło pieniędzy do następnego miesiąca

 

Porozmawiajmy o kwestiach finansowych. Jak oceniasz wynagrodzenie uczniowskie?
– U mnie pracodawca poza wynagrodzeniem co miesiąc dodatkowo pokrywa koszt czynszu. Za dojazdy do szkoły i na praktyki również firma zwraca. Myślę, że trzebaby się naprawdę postarać żeby nie starczyło pieniędzy do następnej wypłaty. W pierwszych miesiącach wiadomo, zawsze trzeba trochę więcej wydać, ale po około kwartale, jeśli się gospodaruje z umiarem, to można nawet coś zaoszczędzić.

 

Jakie są dalsze perspektywy pracy w tym zawodzie, w tej firmie?
– Oddział firmy, w której się uczę jest w Schwedt – przy jednej z największych niemieckich rafinerii. Dopóki ta rafineria będzie istniała, a nic nie wskazuje żeby nie miała, to będzie tam dużo pracy. Jeśli więc wszystko pójdzie zgodnie z planem – będę miał dobre oceny, zdam egzamin zawodowy i zostanę po nauce zatrudniony – to mam pewność stabilnej pracy.

 

Tego Ci zatem życzę. Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

Rozmawiała: Kamila Romanowicz