Chcę zostać policjantką

jagoda_kocajWe wczorajszym Kurierze Szczecińskim mogliście przeczytać o Jagodzie Kocaj, która 3 lata temu, gdy miała 15 lat, zdecydowała, że wyjedzie do Niemiec i tam będzie rozwijać swoją karierę zawodową.
Choć nie znała języka, to perspektywa mieszkania w obcym kraju jej nie przeraziła.
O tym jak dalej potoczyły się losy uczestniczki naszego programu edukacyjnego w wywiadzie poniżej.

jagoda_kocaj

O swoich wyborach mówi Jagoda Kocaj, uczestniczka programu „Główka pracuje”

– Dlaczego zdecydowałaś się na wyjazd do Niemiec?
– Zanim zaczęłam trzecią klasę gimnazjum, byłam u cioci w Kanadzie i bardzo chciałam tam mieszkać. Niestety, nie udało się, ale już wtedy zdecydowałam, że chcę spróbować życia za granicą. Trzy lata temu nadarzyła się okazja skorzystania z programu „Główka pracuje” w Niemczech. I tak jakoś wyszło.

– Czy znałaś niemiecki?
– Nie, w ogóle. Nigdy nie interesowałam się niemieckim. Jednak stwierdziłam, że jeśli tyle osób wyjechało bez znajomości języka, to mi też się uda. Tym bardziej – myślałam – że w szkole i w ramach bezpłatnego kursu językowego będę mogła nauczyć się niemieckiego. Nie bałam się.

– Jaki wybrałaś zawód?
– Uczyłam się zawodu technik-hotelarz.

– Czy nowa szkoła spełniła twoje oczekiwania ?
– Pierwsze tygodnie to był kompletny szok. Wraz z innymi uczestnikami programu myśleliśmy, że dość szybko opanujemy podstawy języka i będziemy mogli się swobodnie porozumieć. Okazało się jednak, że nie wiedzieliśmy, co się dzieje, co do nas mówią. Nie rozumiałam praktycznie nic. Potrafiłam się tylko przedstawić.

– Jak sobie więc poradziliście?
– Byliśmy w dziewiątkę, więc wspieraliśmy się nawzajem, jeden drugiemu pomagał. W szkole mieliśmy znajomych, którzy byli z zagranicy, więc wiedzieli, co czujemy i pomagali nam. Ja dość niechętnie się uczyłam. Inni siedzieli w książkach, a ja tylko miałam włączony telewizor na programy niemieckie. Nie potrafiłam się zmobilizować, więc zajęło mi półtora roku, zanim zaczęłam się w niemieckim odzywać sama z siebie. Dodatkowo musiałam wszystkie sprawy załatwiać samodzielnie. Jak coś stało się w grupie, to zawsze ja szłam do szefów. To też pomogło mi w przełamaniu bariery.

– Jednak z niemieckim nie było tak źle?
– Jakieś tam umiejętności miałam. Trochę z przymusu, bo czy się chciało, czy nie, to trzeba było rozmawiać.

– Jak przebiegała nauka zawodu?
– Najpierw przez trzy tygodnie chodziliśmy do szkoły, a przez następne sześć na praktyki – tak przez trzy lata. W szkole, wiadomo, uczono nas teorii, były sprawdziany, oczywiście wszystko po niemiecku, ale mogliśmy używać słowników polsko-niemieckich. W pracy wykonywaliśmy konkretne zadania, co mi się podobało. Od razu pokazywano nam, jak coś zrobić w praktyce, a nie tylko w teorii.

– Czy były chwile zwątpienia?
– Ile razy! Gdy po półrocznej rozłące pojechałam do domu na święta, nie chciałam wracać, chciałam zostać w domu i uczyć w polskiej szkole. Ale dzięki temu, że byliśmy w większej grupie, to inne osoby zaczęły mnie wspierać i zdecydowałam, że zostanę w Niemczech.

– A rodzice? Czy wspierali cię w tej decyzji?
– Tak. Sam pomysł wyszedł od taty, który usłyszał w radiu, że jest taki program i zaproponował, abym pojechała. Odpowiedziałam mu, że nie ma szans, bo nie lubię niemieckiego i nigdy się go nie nauczę. Po powrocie z Kanady zmieniłam zdanie.

– Co robiłaś po zakończeniu nauki i po egzaminach?
– Dostałam ofertę pracy, ale jej nie przyjęłam. Chciałam się przenieść do większego miasta. Teraz mieszkam w Berlinie.

– Czemu Berlin?
– Tutaj mam część rodziny. A poza tym to duże miasto. Przez trzy lata mieszkałam w małej miejscowości, gdzie dookoła były tylko pola golfowe i marzyłam o przeprowadzce.

– Jakie masz plany na przyszłość?
– Na razie przez rok będę pracować w Berlinie, a w przyszłym roku chcę się zgłosić do niemieckiej szkoły policyjnej.

– Dlaczego? Co to ma wspólnego z hotelarstwem?
 czytaj dalej

Dodaj komentarz